Data premiery: 07.11.2011 r.
Wydawca: Mystic Production
Oficjalna strona zespołu: http://artrosis.pl/
Lista utworów:
2. Nie Tamta Już – 3:47
3. Za Wszystko – Nic – 6:26
4. Już Tylko Śnij – 4:46
5. Moje Niebo – 4:24
6. Chcę Znów Tam Być – 5:37
8. Doskonała – 5:54
9. Tysiąc Prawd – 4:33
10. Fatalne Przeznaczenie – 5:40
11. Panta Rhei – 6:48
Na samym początku muszę zaznaczyć, że lubię czasem posłuchać sobie muzyki w stylu Artrosis, Closterkellera czy podobnej, ale nie jest to mój podstawowy gatunek, więc też nie za bardzo się na takiej muzyce znam. Dobrze jest mieć to na uwadze przy czytaniu recenzji i brać małą poprawkę. Ale z drugiej strony w żaden sposób nie wpływa to na obiektywność recenzji, gdyż absolutnie wszystkie moje recenzje są subiektywne
Zazwyczaj, gdy zabieram się za ocenianie nowego albumu, to w zależności od gatunku „z góry” przydzielam mu jakąś ocenę, którą później, w trakcie słuchania i poznawania odpowiednio koryguję. Wygląda to tak, że albumy death metalowe dostają na start 9/10 punktów a black metalowe… 10/10
To są tzw. „punkty za pochodzenie”. Dosyć łatwo się domyślić na tej podstawie, czego najbardziej lubię słuchać. W przypadku pozostałych gatunków zaczynam od… zera, od czystego konta i dodaję punkty w trakcie poznawania płyty.
Czyli Imago oceniam na 0/10
Ale spokojnie! Już chwilę później dopisuję jeden punkt za pochodzenie, tym razem jednak nie gatunkowe a geograficzne. Zespół mianowicie pochodzi z Zielonej Góry. Co prawda ja nie, ale mieszkam na tyle blisko i tak dobrze znam to miasto, że właściwie mogę ich nazwać swoimi ziomalami. Ja wiem, że ostatnio bardziej działają w stolicy, ale jednak korzenie pozostają.
Po następnej chwili zastanowienia na koncie ląduje kolejny punkt. Jak wspomniałem, muzyka wykonywana przez Artrosis nie należy ogólnie do kręgu moich ulubionych, ale są rzeczy dobre czy bardzo dobre a jedną z nich jest na pewno album zatytułowany W imię nocy. Posiadam go w swojej płytotece, słuchałem dziesiątki razy i mówiąc krótko, podoba mi się. Niestety pozostałych albumów nie bardzo kojarzę (może coś tam słyszałem, ale raczej pojedyncze utwory), niemniej na tej podstawie mogę w ciemno dać punkt. Z tego, co wiem, to zespół nie zmienił jakoś radykalnie stylu grania. Nie zmienił się też „trzon” zespołu — nadal główne postacie to wokalistka i autorka tekstów Medeah oraz klawiszowiec Maciej Niedzielski.
No dobrze, jak na razie dorobek punktowy niezbyt imponujący, ale zobaczymy, co dalej. W końcu jeszcze nawet nie wziąłem do ręki ocenianej płyty
Nie ocenia się człowieka po wyglądzie a muzyki po okładce, ale jednak oprawa wizualna jest jednym z elementów produktu, jakim jest płyta. W przypadku Imago muszę przyznać, że projekt graficzny jest prosty, oszczędny w formie, ale jednocześnie dopracowany i ciekawy. Po opublikowaniu przez zespół okładki jakiś czas temu słyszałem opinie, że jest brzydka czy nieciekawa. Według mnie właśnie odwrotnie, jest w sam raz. W słabszym świetle tło okładki wygląda jak czarne, w lepszym ujawnia się delikatny wzór z fantazyjnych kwiatów. I wbrew temu, co mówią ludzie, nie ma to za wiele wspólnego z PRL-owskimi tapetami na ścianach
Co prawda w książeczce po 15 sekundach znalazłem 2 literówki w tekstach, ale poza tym bez zarzutu. Więc licząc kwestie wizualne mamy już 3/10.
Przejdźmy zatem do sedna, czyli muzyki.
Nie licząc krótkiego intro, płyta zaczyna się dosyć mocnym akcentem. Nie tamta już wita nas prawie rammsteinowymi riffami i mocnym, marszowym bitem. Całkiem ciekawy, dynamiczny utwór, chociaż osobiście trochę nie podoba mi się refren.
Za wszystko nic — ciekawy tekst, chwytliwy refren, wokal miejscami chropowaty, prawie rockowy. Lekko „depeszowy” początek. Utwór spokojny, ale ma swój ciężar, też jest słyszalny lekko industrialny klimat.
Niezauważalnie przechodzi w Już tylko śnij – kolejny spokojny utwór. Ten bym określił, że jest utrzymany w klimatach trochę closterkellerowych. Ładnie, melodyjnie i balladowo, ale w dalszym ciągu słychać w tle patenty i smaczki industrialno – triphopowe (takie różne skrzecząco – sapiąco – drapiące sample).
Moje niebo — eteryczna ballada z mocnym wokalem z niebanalną, trochę zakręconą linią melodyczną. Wpływy Closterkellera (Graphite) wyraźnie słyszalne. Potem się rozwija trochę bardziej rockowo, wokal dostaje lekkiej chrypki. Do tego świetne „wyjące” klawisze, które wprowadzają w ten utwór trochę takiej niepokojącej atmosfery.
Chcę znów tam być — zaczyna się w stylu typowym dla dark elektro, mocnymi bitami, do których dołącza wokal. Z jednej strony spokojny utwór, chociaż ma pulsujący, dość mocny rytm.
Imago — dziwne odgłosy na początku i świetna gitara, troszkę przypominająca Joy Division. Ogólnie jest to całkiem spokojny utwór, ale jednocześnie „gęsty”, pełny różnych dziwnych, niepokojących dźwięków. Pulsujący, nerwowy, szarpiąco – sapiąco rwany podkład z płynącym po nim pięknym wokalem. Nie wiem, co jeszcze napisać, bo skończyły mi się określenia. Mistrzostwo świata i tyle.
Doskonała — troszkę jeszcze agresywniejsza kontynuacja Imago. Może trochę mniej nerwowo, ale bardziej gitarowo. Rytm jest jednak dalej rwany, niespokojny, podkreślony ostrymi solówkami i ciężkimi riffami. Wokal robi się tutaj mocny, mroczny, chropowaty, rockowy.
Tysiąc prawd — no cóż… po tych wszystkich industrialno-dark-elektronicznych dźwiękach przechodzimy do jakby innej bajki. Mimo, że dalej całkiem zgrabnej technicznie, to takiej trochę zwykłej, ogranej, nie pasującej wręcz do tych dźwięków, które dotychczas nas otaczały. Robi się balladowo, popowo wręcz. Z tła znikają ostre sample i bity. Pojawia się fortepian, rockowe solówki i bardziej „pościelowy” wokal.
Fatalne przeznaczenie — fatalne… no dobra, nie będę aż tak brutalny
Bo sam utwór jest całkiem zgrabny, płynie sobie ładnymi melodiami, czaruje gładkimi wokalami, przykuwa uwagę solówkami. Jednak jego przeznaczenie określiłbym krótko — nie na ten album. Biorąc pod uwagę jeszcze tekst, to mógłby być z tego całkiem dobry soundtrack na przykład do „M jak Miłość”. Dobra, nie czepiam się więcej, bo może to ja się nie znam
Tym bardziej, że zaraz po nim jest Panta Rhei — totalnie niesamowity utwór. Ciężkie, industrialne brzmienie kontrastuje z delikatnym wokalem Magdy i dziecięcym śpiewem. Zazwyczaj takie dziecięce wstawki, chórki czy tego typu historie kwituję pobłażliwym uśmieszkiem, bo dzieci są dobre w Ciuchci czy Teleranku. Ale tutaj wyszło to po prostu rewelacyjnie. Najważniejsze, że zrobiło się znów ciężej i bardziej mrocznie. Początek jest mroczny i ambientowy z klimatem podkręcanym pojedynczymi dźwiękami fortepianiu. A potem zaczyna się ciężkie, walcowate i agresywne granie w stylu Ministry. Jakbyśmy znaleźli się nagle w wielkiej hali, wypełnionej potężnymi maszynami, pracującymi pełną parą. I na tle tych maszyn niesamowicie brzmią obydwie wokalistki, gdy przypominają nam o nietrwałości wszystkiego dookoła.
Ogólnie słychać w tej muzyce sporo różnych wpływów, poczynając od najbardziej oczywistych — gotycko-rockowo-closterkellerowych, poprzez dark elektro a skończywszy na rasowym industrialu. Trochę Rammsteina, trochę Massive Attack, trochę Portishead, ale wszystko bardzo oryginalnie i zgrabnie połączone we własny styl. Realizacja bez zarzutu, wszystko klarowne, znakomicie słyszalne wszystkie instrumenty, pulsujący bas i smaczki w tle. Tam gdzie trzeba jest ostro (szczególnie te „drapiące” gitary).
Podsumujmy zatem. Na dziesięć utworów (intra nie liczę) dwa mi nie bardzo podchodzą (ale nie dlatego, że są jakieś słabe, bardziej dlatego, że nie pasują do klimatu pozostałych), dwa są wybitne a pozostałe sześć bardzo dobre. Naprawdę bardzo mi się podoba ten industrialny klimat i dysonans pomiędzy mocnym, elektronicznym brzmieniem w połączeniu z czystym, delikatnym i melodyjnym wokalem.
Jak dla mnie bardzo mocna płyta (no, pomijając milczeniem te dwa niezbyt pasujące numery), super odskocznia od tych wszystkich drących się szatanowców
8,5/10


dlaczego publikuje sie takie recenzje? o_O gowno a nie recenzja. Lep garnki stary a nie pisz.
Ale gdzie Autor tej recenzji dał zasugerował, że przyznane punkty są za pochodzenie zespołu? Opisał wrażenia po przesłuchaniu całości i w punktacji odniósł się do swoich wrażeń po przesłuchaniu „Imago”.
Jak można dawać PŁYCIE punkty za pochodzenie zespołu czy inną płytę tegoż zespołu?